Facet położył się na mnie, przygniatając mnie całą swoją masą. Przerażona nie byłam w
stanie nawet drgnąć. Śmierdziało od niego wódką i papierosami. Odwracałam głowę
aby nie czuć tego smrodu. Zaczął mnie całować. Po szyji, po rękach, na szczęśćie twarz, a
w szczególności usta, ominął. Schodził coraz bardziej w dół. Chciała krzyczeć, ale strach
paraliżował mnie cała i nie mogłam z siebie wydobyć ani dźwięku. Lekkie szarpnięcia nic
nie dawały, był za silny. Zamknęła zrezygnowana oczy modląc się w duchu, aby teraz isę
obudzić i aby to wszystko okazało sie jedynie złym snem. Jednak tak sie nie działo.
Koleś zaczął rozpinać moje spodnie. Wyczułam moment jego nieuwagi i z całej siły
walnęłam go w krocze. Zaskomlał i spadł ze mnie. Momentalnie poderwałam się do
ucieczki. Jednak on złapał mnie za nogawkę. Wstał i z całej siły wymierzył mi policzk.
Zawadził przy tym swoim sygnetem o moją dolną wagę. Poczułam jak stróżka krwi spływa
mi po brodzie.
Chwilę później znów leżałam na ziemi. Piasek wsypywał mi sie do oczu kiedy odwracałam
głowę, aon nadal siłował się ze spodnaimi. Nagle ktoś zrzucił go ze mnie. Jeden kopniak i
leżał już obok okładany uderzeniami czyjejś nogi.
Wstałam nie patrząc nawet na mojego wybawce. Niestety facet uderzył najpierw jego, a
następnie ponownie mnie złapał. Pchnął mnie na piach. Upadłam uderzając się głową o
wystający kamień.
Jak przez mgłę zobaczyłam, ze tamtych dwoje znów się bije. Później tylko zimna krew
spłynęła z czoła i tyle pamietam. Zemdlałam.
Odzyskałam świadomość po jakimś czasie. Leżałam w małym i przytulnym pokoiku. W
oddali tylko leciała jakaś cicha muzyka i paliła się lampka. Przy biurku siedział jakiś koleś i
czytał książkę.
- Aić- pisnęłam gdy próbowałam odwrócić się na tyle aby widzieć twarz faceta, jednak
byłam tak poobijana,z e jakikolwiek ruch sprawiał mi ból
- Spokojnie- powiedział wstając od stołu. W świetle lampki zobaczyłam jego twarz i ...
mało brakowało, a zemdlałabym ponownie.
Stał przede mną kelner z naszej resteuracji. Ten co tak bardzo mi się podobał. Podszedł
teraz do mnie i usmiechając się serdecznie pogłaskał mnie po włosach.
- Armando jetsem- powiedział łamaną angielszczyzną uśmiechając się nadal
- Sheila- odwzajajemniłam uśmiech pomimo bólu jaki sprawiło mi pękanie rany a wardze-
uratowałeś mi życie! Dziękuję!
- Nic takiego nie zrobiłem- zaczerwienił sie lekko i szybko zmienił temat- chcesz czegoś do
picia, może do jedzienia?
- Do picia- poprosiłam ponieważ okropnie mnie suszyło, on uśmiechnął sie jeszcze szerzej
- Co?Cola, kawa, herbata?
- Macie red bulla?
- Oczywiście, zaraz ci przyniosę!
Wyszedł zostawiając mnie samą w pokoju. Wtuliłam się w pościel. Pachniała męskimi
perfumami. Zapewne jego. Serce podskoczyło mi do góry. Poczułam, ze pomimo iż ten dzień
przyniósł mi tyle bólu i smutku rozpiera mnie radość. Byłam szczęśliwa! Tu w tym łóżku, w
tej pościeli, z tym zapachem i z takim opiekunem!

